niedziela, 1 lipca 2012

Semangat czyli indonezyjskie nastawienie ...

Przyszła pora na kolejne wieści z dalekiej Jawajskiej Ziemi ...
Zauważyłem że każdego dnia jak podnoszę się z łóżka - nie ważne czy o 7 rano czy o 12 w południe - w Indonezji mam jakieś nadprzyrodzone siły witalne ... W Polsce każdego dnia wstać z łóżka to istny koszmar. Tutaj myślę że motorem napędowym do działania jest fakt że nawet droga do pracy każdego dnia jest przygodą ... Widoki dookoła ... Ruch uliczny ... Ludzie na ulicy ... Wszystko co widzę dookoła jest niesamowite.
Jak ludzie tutaj to robią że nigdy uśmiech nie znika z ich twarzy? Nikt tutaj nie zna życia kojarzącego się z dobrobytem i luksusem. Owszem ... wszyscy mają tutaj służące czy kierowców ... ale nie powiedział bym że to indonezyjski objaw luksusu. To raczej chęć pomagania innym. No bo gdzie ma się podziać kobieta która urodziła się gdzieś na wsi, nie ma żadnej szkoły, często nawet nie potrafi pisać ... praca służącej u kogoś w domu to często jedyne wyjście... jest skromne miejsce do spania, nigdy nie brakuje niczego do jedzenia ... praca sama w sobie też nie jest ciężka. Na początku byłem tym faktem zmieszany  - 'zachodnie' rozumowanie podpowiadało że to zwyczajne wykorzystywanie ludzi ... ale z czasem zrozumiałem że to raczej forma pomocy....
I w sumie to jest zaleta tego kraju... Kolektywizm ? tak ... chyba tak to można nazwać. Za to białego człowieka - Indywidualistę - nawet tutaj można rozpoznać na kilometr ... koszulka LaCoste, trampki Converse i jeansy Levis'a o łącznej cenie 300euro aaaa no i nie zapominajmy o magicznym 'aj' gadżecie ... i do tego pięknie wkomponowana twarz pozbawiona uśmiechu i oczy wtopione w 'aj' ekran ...

hmmm tak sobie myślę jakie to tutaj bezużyteczne... Prawdziwy Jawajczyk bierze ze sobą każdego dnia parę monet i kilka banknotów bo przecież na ulicy mieszkają ludzie którym trzeba pomóc ... póki jest taka potrzeba żeby komuś pomóc odłoży wszelkie zakupy 'na później' ...
ojjj jak wiele możemy się od tych ludzi nauczyć ...
a życie tutaj naprawdę nie jest łatwe ...
bo jak żyć za 200zł miesięcznie ..
i to 200zł przy dobrych wiatrach ...
... te nasze europejskie marzenia ... 'bo lodówka musi być z kostkarką' 'telewizor tylko Full HD' no i 'aj gadżet bo przecież przez coś trzeba łączyć się z internetem' ...
tutaj nawet nie mówię głośno ile średnio się zarabia w Europie bo chyba spalił bym się ze wstydu ...

myślę sobie że gdybym miał taką możliwość osiedlić się w Indonezji na dłużej nie zastanawiał bym się nawet chwili ... oczywiście ciężko przeskoczyć biurokratyczny i skorumpowany świat, tak bardzo zresztą zamerykanizowany i skumulowany Jakarcie ... wizy, podania, papierki ...
tutaj nawet jak wstaniesz i nachodzą Cie jakieś złe myśli to po wyjściu na ulicę szybko się rozproszą ...

aaaah mówią że wszędzie dobrze gdzie Cie nie ma   ... a ja powoli zaczynam wątpić w zasadność tej teorii ... bo mi obecnie jest najlepiej tu gdzie jestem ...




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz