... no i tym sposobem nie trzeba było długo czekać na posta ... mobilny internet to przyjaciel człowieka :D
Więc relacja będzie 'na żywo' ...
Jest 07:03 i siedzę w autobusie który docelowo kieruje się do Semarang. I co jest cudowne, przyjechałem tutaj z Indonezyjskim kierowcą który nie zna ani słowa po angielski i nasza konwersacja opierała się na kiwaniu głową ... pomimo tego że w Indonezji językiem urzędowym jest bahasa indonesia, to w całej Indonezji istnieje 700 jeżyków które są cały czas w użyciu. Tak więc kiedy Spotyka się ktoś z Sumatry z kimś z Jawy prawie pewne jest że mówiąc lokalnymi językami nie zrozumieją się ni w ząb ... na szczęście jest bahasa indonesia którą znają prawie wszyscy ... ale i w tym przypadku PRAWIE robi wielka rożnicę... zdarzają się osoby, zwłaszcza starsze które bahasy nie znają ... Więc jak pojechałem podziwiac pola ryzowe do okolicznej wioski, i zaczalem konwersację tradycyjnym przywitaniem w bahasie ... to Pani ktora pracowala przy zbiorach tylko sie usmiechnela i jak sie pozniej okazalo nie mowila ona urzedowym jezykiem ale znala trzy rodzime dialekty ...
Swoja drogą moje życie w Solo jest dość luksusowe :) wszędzie mnie wożą, karmią i pytają czy jestem zadowolony ... Oczywiście że jestem ... przecież takich luksusów to ja nie mam nawet w Europie ...
Dobra ale teraz dwa słowa o moim autousie którym jadę do Semarang ... na przystanku autobusowym był tylko jeden autobus do Semarang ... jak wygląda ... podejrzewam że rocznik tego autobusu to rok około 1950 - tyle mu daje na oko ... chociaż prawdopodobne jest że pamięta jeszcze czasu pierwszej wojny światowej ... Co zabawne na autobusie wielkimi literami napisane jest ' executive class' czyli tzw. pierwsza klasa. No i rzeczywiście jak na Indonezję to pierwsza klasa .. :) wszystko się rozlatuje, ludzie ktorzy siedzą obok mnie jadą z całym dobytkiem ... począwszy od kur która gderają w workach aż po profesjonalne torby podróżne które bardziej przypominają worki na siano niż cokolwiek związanego z podróźą ...
Teraz sobie wyobraźcie jak wyglądam w tym towarzystwie ja ... 'buleh' (pl. obcokrajowiec) który siedzi z laptopem na kolanach i wystukuje jakieś dziwactwa ... no ale to nie powód żeby nie zrobić sobie ze mną zdjęcia ... tak więc krótka sesja z pasażerem który do mnie dokoftował już za mną ... najlepsze jest to że w autobusie nie ma drzwi, więc pasażerowie którzy mają miejsce na wylocie muszą się mocno trzymać bo mogą wylecieć ... ale nie wydaje mi się że jeśli ktoś wyleci to inni to zauważa ... bo przecież to dość normalne że ludzie wypadają z autobusu ... :D
Jeśli dojadę do Semarang cały i zdrowy to okaże się sukcesem ... w sumie będzie to 50% sukcesu bo jeszcze dzisiaj będę musiał wrócić ... ;)
ale pomimo wszystkich niewygód widoki które mam za oknem są niesamowite ... pola ryżowe, bananowce i palmy które kipią zielenią ... to coś od czego można się uzależnić ..
dobra teraz jeszcze dwa słowa o moich wczorajszych poszukiwaniach kolacji ... niestety trzeba ją wczoraj było upolować ... tak więc koło 20:30 wybrałem się na wędrówkę po dzielnicy nastawiony że znajdę w pobliżu jakiś market....
niestety nic takie nie znalazłem ale na pierwszym skrzyżowaniu obok mojego nowego domu było kilka stoisk z jedzeniem ... jako że byłem potwornie głodny postanowiłem coś zjeść ...
nie tylko było to pyszne jedzenie ale do tego jakie wrażenia ...
stoisko takie w Indonezji wygląda dość przerażająco ... ogólnie panujący brud i nie koniecznie miłe zapachy dookoła ... właścicielami jest małżeństwo .. Pani przyjmuje zamówienia i kroi składniki a jej mąż je gorliwie smaży ...
smaży to na glinianym 'czymś' podobnym do miski która służy za patelnię do czego na dole wrzucony jest węgiel i żeby utrzymać wysoką temperaturę pod ręką ma cały czas coś co przypomina łapkę na muchy ale docelowo tworzy podmuch wiatru który podsyca ogień ... wygląda to naprawdę magicznie ... to dużo bardziej skomplikowany proces niż tylko zwykłe europejskie uruchomienie kuchenki gazowej ...
wczoraj tak sobie pomyślałem że gdybym trafił do takiego miejsca w Europie za nic nie odważył bym się niczego tam spróbować ... zresztą mała jest szansa na istnienie miejsc o takim standardzie sanitarnym w Europie ... u nas Sanepid szybko by się tym zajął... ale w Indonezji tak wygląda 80% miejsc gdzie można zjeść coś dobrego i lokalnego .... i szczerze mówiąc jest to urok tego kraju!
i tak też było ... nasi goreng (smazony ryż) był wyśmienity .. i pomimo tego że pod stołem zauważyłem dwie biegające myszy to nie zepsuło mi to wcale smaku ;)
swoją drogą w menu były też: Cap Jal, Pa Klay, Ca Sayur, So Un czy Timlo ... co to takiego? nie mam pojęcia :P jedno w Indonezji jest pewne ... cokolwiek to jest na pewno jest wyborne...
" ... podróż przecież nie zaczyna się w momencie, kiedy ruszamy w drogę, i nie kończy, kiedy dotarliśmy do mety. W rzeczywistości zaczyna się dużo wcześniej i praktycznie nie kończy się nigdy, bo taśma pamięci kręci się w nas dalej, mimo że fizycznie dawno już nie ruszamy się z miejsca. Wszak istnieje coś takiego jak zarażenie podróżą i jest to rodzaj choroby w gruncie rzeczy nieuleczalnej... "
środa, 27 czerwca 2012
wtorek, 26 czerwca 2012
Surakarta zwana Solo
... no i tym sposobem znalazłem się w Solo - oficjanie zwanego Surakartą - ...
Co za miasto! Ile nowych przygód i przeżyć ... Niestety ostatnio dłuższy czas nie miałem czasu na to żeby coś tutaj napisać nowego dlatego że musiałem się zaklimatyzować w nowym miejscu...
Więc dzisiaj nadeszła pora na nowego posta ...
Więc zacznijmy od początku ... jak przyjechałem do Solo to zakwaterowano mnie w 'Hotelu' na jedną noc. I nie myślcie że ta jedna noc w hotelu była przyjemnością. Stare zaplamione prześcieradło, smród z toalety i przeraźliwie hałaśliwa klimatyzacja, która poza dziwnymi dźwiękami nie wydobywała z siebie za grosz chłodu ... no i do tego chmara bestialskich komarów które nadlatywały z każdej strony ...
Więc pierwsza noc w tym mieście trochę mnie przeraziła ... straciłem pozytywne nastawienie i myślałem że już gorzej być nie może ...
Na szczęście następnego dnia sytuacja się odmieniła, trafiłem do mojej nowej hostfamily ... nowy dom, luksusowy pokój, nowoczesna klimatyzacja, ciepła woda pod prysznicem co w Indonezji okazuje się wynalazkiem pierwszej klasy i oznaką bogactwa... do tego dwie służące i odźwierny ... pomyślałem: Czy mnie na to wszystko stać ...? no ale w końcu jestem tylko gościem ....
Szkoła okazała się też bardzo fajna ... Nowoczesna i profesjonalna ... Tekż jednym słowem Solo mnie pozytywnie zaskoczyło ...
Jutro napisze coś więcej dlatego że spędzę w autobusie do Semarang 3 godziny a że zakupiłem sobie teraz mobilny internet to jest w kontakcie ze światem 24h/dobe gdziekolwiek mnie poniesie ...
... mam już garść opowieści dziwnej treści z Solo ... tylko dzisiaj jest już późno a jutro trzeba wstać o 6 ...
Co za miasto! Ile nowych przygód i przeżyć ... Niestety ostatnio dłuższy czas nie miałem czasu na to żeby coś tutaj napisać nowego dlatego że musiałem się zaklimatyzować w nowym miejscu...
Więc dzisiaj nadeszła pora na nowego posta ...
Więc zacznijmy od początku ... jak przyjechałem do Solo to zakwaterowano mnie w 'Hotelu' na jedną noc. I nie myślcie że ta jedna noc w hotelu była przyjemnością. Stare zaplamione prześcieradło, smród z toalety i przeraźliwie hałaśliwa klimatyzacja, która poza dziwnymi dźwiękami nie wydobywała z siebie za grosz chłodu ... no i do tego chmara bestialskich komarów które nadlatywały z każdej strony ...
Więc pierwsza noc w tym mieście trochę mnie przeraziła ... straciłem pozytywne nastawienie i myślałem że już gorzej być nie może ...
Na szczęście następnego dnia sytuacja się odmieniła, trafiłem do mojej nowej hostfamily ... nowy dom, luksusowy pokój, nowoczesna klimatyzacja, ciepła woda pod prysznicem co w Indonezji okazuje się wynalazkiem pierwszej klasy i oznaką bogactwa... do tego dwie służące i odźwierny ... pomyślałem: Czy mnie na to wszystko stać ...? no ale w końcu jestem tylko gościem ....
Szkoła okazała się też bardzo fajna ... Nowoczesna i profesjonalna ... Tekż jednym słowem Solo mnie pozytywnie zaskoczyło ...
Jutro napisze coś więcej dlatego że spędzę w autobusie do Semarang 3 godziny a że zakupiłem sobie teraz mobilny internet to jest w kontakcie ze światem 24h/dobe gdziekolwiek mnie poniesie ...
... mam już garść opowieści dziwnej treści z Solo ... tylko dzisiaj jest już późno a jutro trzeba wstać o 6 ...
wtorek, 19 czerwca 2012
Pierwsze pożegnanie ...
...woow ... co za wieczór ...
Adit gra na gitarze ... Kiky i Candri śpiewają piosenki i ogólnie kupa śmiechu ...
Tymczasem plecak już spakowany i gotowy na jutrzejszą podróż do Surakarty ...
oj ciekawość zżera jak to tam będzie ...jedno jest pewne, Solo ( Surakarta) jest położone wysoko nad poziomem morza więc klimat będzie bardziej sprzyjający ...
Niestety od jutra najprawdopodobniej nie będę miał już stałego dostępu do Internetu, więc niestety nie będę się tutaj pojawiał tak często ...
ale myślę że jutrzejsza podróż do Solo sama w sobie będzie przygodą ... wzrok ludzi na 2 metrowego białego wśród ludzi którzy razem ze swoim dobytkiem - kury, siano itp. - podróżują rozpadającym się autobusem ... moje marzenie ....!
Jak tylko dojadę do Solo - postaram się coś tutaj wrzucić ....
tymczasem śmigam na mecz ...
piątek, 15 czerwca 2012
Biurokracja wizowa ...
... znalazła się jeszcze chwila tego wieczoru więc ponownie tu zaglądam ...
Obecnie jest trochę przyjemnego chłodu dlatego że wybiła już godzina 23:00 więc można wyłączyć klimatyzacje, zaparzyć gorącą herbatę i usiąść wygodnie w ogrodzie... jedyne co mi się w tym wszystkim nie podoba to obecne dosłownie wszędzie moskity które nie dają spokojnie posiedzieć ... ale i na to Indonezja znalazła swój sposób a mianowicie Soffell ... magiczny balsam do ciała o zapachu cytrusów który skutecznie odstrasza te latające potwory ...
... otóż moja przeprowadzka do Solo miała mieć miejsce już jutro ale została odłożona w czasie dlatego że czeka mnie nie koniecznie przyjemna wizyta w Urzędzie Imigracyjnym ... nie jest to prosta sprawa dlatego że jestem już w Indonezji prawie 3 miesiące a już po dwóch moja wiza wygasła ... więc trzeba ją w końcu przedłużyć ...
Sprawy wizowe to dla obcokrajowców koszmar w tym kraju ... naprawdę nie jest z tym łatwo ...
VOA ( Visa-on-arrival ) przy wjeździe do Indonezji to koszt jedynie 25 USD ale już po 30 dniach wygasa.
Inna opcja to Social - Cultural Visa o którą trzeba wnioskować w ambasadzie Indonezji jeszcze przed przyjazdem do tego kraju, jedynym warunkiem jest posiadanie zaproszenia od organizacji przyjmującej ... wiza taka kosztuje ok 45 USD i jej ważność to 60 dni. I w sumie to wszystko na co można sobie tutaj pozwolić. Istnieje możliwość przedłużenia wizy ale nie jest to już takie proste, dlatego że proces jest długi, skomplikowany, kosztowny i wymagający znajomości języka indonezyjskiego... Miesięczny koszt przedłużenia to 250.000 IDR (ok. 25 USD) przy czym VOA można przedłużyć tylko o 1 miesiąc a Social - Cultural Visa o 4 miesiące. Po tym czasie niestety ale trzeba ten piękny kraj opuścić....
Co ciekawe dzisiaj się dowiedziałem że istnieje magiczna lista krajów w Urzędzie Imigracyjnym których obywatele, nawet jeśli aplikują, wniosą wszystkie opłaty to i tak przedłużenia nie dostaną ... I tak na przykład Faizan - wolontariusz z Pakistanu - musiał obejść się smakiem, przebukować bilet i wracać do kraju dlatego że przedłużenia mu nie przyznano ...
A kary za przekroczenie terminu wyjazdu nie są małe ... każdy dzień to 25 USD przy czym kwota ta naliczana jest do 3.000 USD a po przekroczeniu tego magicznego progu grozi 5 lat więzienia i trafienie na czarną listę urzędu Imigracyjnego tego kraju ....
także mam nadzieje że moja rozmowa z urzędnikiem imigracyjnym zakończy się sukcesem ... Jeśli tak moja wiza za magiczną kwotę 100 USD zostanie przedłużona do 19 września. I tak 18 września mam już wykupiony lot do Kuala Lumpur żeby aplikować po nową wizę Social - Cultural - mam nadzieję że i to zakończy się sukcesem ... oooohh jakie to wszystko jest skomplikowane ....
a teraz jeszcze dwa słowa o podróży do Bandungan ... a w sumie to o jeździe motorem ...
jak pierwszy raz przyjechałem do Azji to dziwiłem się dlaczego wszyscy tutaj noszą maski na twarzy ... wygląda to czasami przekomicznie ... ale ostatnio zrozumiałem ideę tego wynalazku i chyba nieługo sam sobie sprawie jedną ...
oczywiście jak wiadomo w Indonezji - jak zresztą w całej Azji Południowo - Wschodniej - w ruchu ulicznym dominują motory ( ind: ojek) ... mieszkać w tym kraju a nie mieć motoru po prostu się nie da ...
oczywiście jazda motorem jest bardzo przyjemna ...
jest jednak jedno małe ALE, ... otóż po wszystkich drogach jeździ cała masa samochodów dostawczych ... są to często samochody bardzo starej daty z co by nie było - bardzo zajechanym silnikiem ...
dzisiaj się przekonałem że jak jedzie się motorem za taką starą ciężarówką to gdy kierowca doda gazu ja robię się czarny od potężnej chmury czarnego dymu wydobywającej się z rury wydechowej ...
żeby w to uwierzyć trzeba to zobaczyć .. nic tylko potworny smród spalin a po powrocie do domu wszystkie ciuchy nadają się tylko do prania ... stąd też te maski ... ludzie je zakładają nie z przesady a raczej ze obawy o własne zdrowie ...
także po dzisiejszej wyprawie zdecydowałem nie robić sobie żartów i sprawić sobie taką na kolejne podróże ...
Bandungan czyli uroki indonezyjskiej wsi ...
.. Bandungan.... To miejsce ktore dzisiaj odwiedzilem, ale ciiiii.....
Lepiej nie mowic tego glosno... Jeszcze ktos uslyszy....
dlaczego? moze dlatego ze jest to w Semarang miejsce znane z prostytucji...
ale oczywiscie nie taki byl cel mojej wizyty. Przede wszystkim jest to bardzo urokliwe miejsce oddalone zaledwie 20km od Semarang ...
cel wizyty byl bardziej turystyczny bo rzeczywiscie jest to niesamowite miejsce znane z 'Gedong Sono' czyli kompleksu starozytnych swiatyn ukrytych na zboczach gory na ktorych mozna znalezc tez niesamowite goraca zrodla w ktorych termalna woda osiaga temperature wrzenia a zapach siarki unoszacy sie w powietrzu przyprawia o zawroty glowy...
ale to nie wszystko... W tej wsi mozna tez zobaczyc cos bardziej przyziemnego a mianowicie codzienne zycie ludzi ktorzy utrzymuja sie z rolnictwa i prowadza bardZo proste zycie...
Kazdego dnia z samego rana wychodza na pola ryzowe zeby ciezko pracowac w polu.. widok starszych kobiet niosacych kosze pelne zbiorow ale uginajacych sie pod ich ciezarem daje do myslenia... jak bardzo my, ludzie zachodu, jestesmy przywyczajeni do naszych magicznych supermarketow w ktorych za kilka papierkow mozna bez wiekszego wysilku kupic doslownie wszystko...
tutaj jest zupelnie inaczej... Ludzie drza gdy slysza nazwy 'Carrefour' czy 'Tesco'... wiem ze ciezko w to uwierzyc ale rzeczywiscie tak jest.. przekonalem sie o tym na wlasnej skorze kiedy to ktoregos dnia poprosilem mojego znajomego zeby pojechal ze mna do Hipermarketu...
Stanowczo odmowil... poczatkowo bylem bardzo zdziwiony ale pozniej wytlumaczym mi ze najzwyczajniej w swiecie nie czuje sie tam komfortowo... bo to takie nowoczesne...bo ludzie tam tacy jacys inni... bo wszyscy beda sie gapic... bo chociaz wszystkiego jest tam tak duzo to w gruncie rzeczy tak niewiele mozna stamtad wyniesc...
.. byly to powody ktorych ja nie rozumialem, a ktore ludzi tutaj przyprawiaja o drzenie...
... ale co ciekawe nie spotkalem w Bandungan ani jednej osoby na ktorej twarzy mozna byloby zobaczyc smutek... chociaz zycie nie jest uslane rozami to mysle ze ludzie tutaj skupiaja ze na jego pozytywnych stronach...
No i jedno jest pewne! musielibyscie zobaczyc jak wyglada ich miejsce pracy! dalekie to od wizji zamknietego biura w ktorym ludzie godzinmi wpatruja sie w ekran monitora i czesto traca przy tym kontakt z rzeczywistoscia...
Widok z balkonu mojego pokoju to bylo cos czego nie da sie zapomniec... Rozciagajace sie po horyzont pola ryzowe na ktorych rosna niezliczone palmy... zielen ktora jest tak intensywna ze az razi w oczy... widok poteznych wulkanow ktore swoimi wierzcholkami dotykaja nieba i rozpraszaja biegnace wokol nich chmury... szum wody ktora co pare metrow plynac tworzy wodospad spadajac z jednego poziomu pola na drugi... cala ta roznorodnosc roslin od pomaranczy rosnacych na drzewie az po banany ktore az sie prosza zeby je zerwac bo mialy juz wystarczajaco duzo czasu zeby w pelni dojrzec... i do tego jeszcze te motyle ktore czesto zachwycaly swoimi rozmiarami, podlatujace czesto na wyciagniecie reki... to wszystko powodowalo ze nie chcialem opuszczac tego miejsca...
Indonezja! ohh to zakatek swiata ktory nie moze zawodzic swoim urokiem...
Ohhh, nawet piszac to i przywolujac te obrazy na mysl poczulem sie jak w innym swiecie... jakims takim lepszym... bez tego calego przepychu i wiecznego pospiechu...
jak pomysle o Europie i czlowieku ktory siedzac w domu wpatruje sie godzinami w ekran telewizora, ogranicaajac sie tylko do zmian kanalow.... wrrrr...
chociaz do niedawna sam tworzylem ten schemat...
ale duzo sie tutaj nauczylem i duzo zrozumialem.... jednak nie bez powodu powstalo powiedzenie ze to 'podroze ksztalca' z ktorym sie obecnie zgadzam w 101%..
oj wlasnie azan zaczal nawolywac do modlitwy a to oznacza ze jest juz 19:00...
wiec czas konczyc ten post... niedlugo wyskrobie cos nowego....
czwartek, 14 czerwca 2012
Pogoda i zwyczaje z nią związane...
... no i jednak jeszcze tutaj zawitałem ...
Chociaż nie jest wcale łatwo dlatego że wczoraj zasnąłem o 07:30 a dzisiaj śmigamy na wycieczkę do Bandungan...
... może wydaje się to Wam dziwne że poszedłem spać tak późno i z lekka nie rozsądne ale w Indonezji to raczej normalne...
tutaj 'tidur siang' czyli popołudniowa drzemka to rzecz bardzo normalna ...
często indonezyjczycy śpią W ciągu dnia a życie prowadzą w nocy ... jaki jest powód? ...
oczywiście temeperatura na zewnątrz... w ciągu dnia 35 stopni w cieniu co jest często nie do wytrzymania a w nocy temperatura spada do 25 stopni i chociaż dalej to dla przeciętnego człowieka zachodu za dużo ... to dla ludzi mieszkających w tej części świata to przyjemny nocny 'chłodek' którego ja jakoś nie czuję...
ale powodem nie jest sama temperatura ale też słońce ...
Słońce - gwiazda za którą w tym kraju się nie przepada ... w przeciwieństwie do europejskiego sposobu myślenia oplanizna nie jest tutaj porządana ... wręcz w przeciwnie, indonezyjczycy próbują wszelkich sposobów żeby skórę wybielić... i w tej materii czasami popadają w skrajności ...
tutaj nie tylko pasta do zębów ma status wybielającej ... balsamy, kremy, mydła - wszystkie kosmetyki - mają za zadanie wybielić skórę ... ostatnio nawet natknąłem się na reklamę klimatyzacji pokojowej która ma magiczną moc wybielania ! - oj takich cudów tutaj wiele i co ciekawe masa ludzi głeboko wierzy w ich magiczną moc ...
ale używanie tych wszystkich wybielaczy jestem w stanie zrozumieć ... w końcu europejczycy też nie stronią od przyspieszaczy opalania czy nawet samoopalaczy ... ale jednego moja zdolność pojmowania nie ogrnia ... mam na myśli widok człowieka który przy 35 stopniowym upale ma na sobie kurtkę - często czarną skórę - dżinsy, szalik i do tego rękawiczki ...
Ja ledwo wytrzymuje w koszulce na ramiączka i krótkich spodenkach natomast ludzie tutaj wyglądają jak by zaraz mieli zostać przetransportowani na Syberię ...
oczywiście wszystko po to żeby promienie słońca nie docierały do skóry i nie powodowały opalenizny ...
im grubsza kurtka - tym mniej promieni przepuści - taka mniej więcej ideologia ..
... także jeśli lubisz zimowe ubrania i chcesz spróbować czegoś nowego - jak to jest w kurtce przy 35 stopniach w cieniu - przjeżdżaj do Indonezji ... tutaj na pewno nikt nie będzie Cie z tego powodu wytykał palcami ...
ok, tymczasem ja muszę zmykać ... motor już czeka przed domem ... gdzie się wybieram? o tym później .....
Początki ...
No to jedziemy z tym koksem. Na jawie właśnie dochodzi 5 rano. Niedługo minie 4 miesiące od czasu kiedy wylądowałem w Azji. To już ponad 2 miesiące spędzone w Indonezji ... Czas pędzi jak szalony ...
Dlaczego zakładam bloga?
...hmmm ... życie na obczyźnie nie jest łatwe i czasami trzeba się wygadać ... więc potraktujmy to jako swego rodzaju powiernika radości i smutków ...
Jeśli pomysł się sprawdzi mam nadzieje że powstanie tutaj coś sensownego i godnego uwagi ... ale to się okaże ... wszystko zależy od tego czy wystarczy sił i weny ...
Znając siebie dużo chęci mało wytrwałości w działaniu ...
ale co by nie było pierwszy post właśnie powstaje... mam nadzieje że na pierwszym się nie skończy ....
Tak więc blogowanie z Indonezji czas rozpocząć ... żałuję że tak zaczynam wszystko od środka ale jak to mówią 'lepiej późno niż wcale' i tego się trzymajmy...
hmmm ale może najpierw się prześpię bo co by nie było jestem trochę śpiący ...
więc trzymajcie kciuki żebym jutro się tutaj pojawił....
Dlaczego zakładam bloga?
...hmmm ... życie na obczyźnie nie jest łatwe i czasami trzeba się wygadać ... więc potraktujmy to jako swego rodzaju powiernika radości i smutków ...
Jeśli pomysł się sprawdzi mam nadzieje że powstanie tutaj coś sensownego i godnego uwagi ... ale to się okaże ... wszystko zależy od tego czy wystarczy sił i weny ...
Znając siebie dużo chęci mało wytrwałości w działaniu ...
ale co by nie było pierwszy post właśnie powstaje... mam nadzieje że na pierwszym się nie skończy ....
Tak więc blogowanie z Indonezji czas rozpocząć ... żałuję że tak zaczynam wszystko od środka ale jak to mówią 'lepiej późno niż wcale' i tego się trzymajmy...
hmmm ale może najpierw się prześpię bo co by nie było jestem trochę śpiący ...
więc trzymajcie kciuki żebym jutro się tutaj pojawił....
Subskrybuj:
Posty (Atom)