wtorek, 25 września 2012

Di rumah baru czyli w moim nowym domu ...


tak, rzeczywiście trochę rzeczy się u mnie zmieniło ...
jedną z najważnieszjszych i wg mnie najbardziej korzystnych zmian moje nowe miejsce zamieszkania ...
mieszkam teraz na Jalan Grafika Utama o numerze 3A...
na osiedlu o zaszczytnej nazwie 'Grafika Residence'



dla ciekawych napisze że koszt wynajęcia takiego domu to rocznie około 10 milionów ;) Nie, nie - nie stać Cię ;D

to domek w bardzo spokojnej okolicy ...




mam swoje własne 4 kąty ...
a dokładnie 2 salony przy czym jeden zamieniłem w sypialnię ...




2 sypialnie ale tylko z jednej korzystam ;)



kuchnię która co ciekawe jest na zewnątrz w ogródku ...


toileten bez którego by się nie obyło ... z tradycyjnym 'bak mandi' czy prysznicujemy się polewając się z wiaderka ...


jeden pokój gospodarczy...
no i taras czyli miejsce gdzie spędzam najwiecej czasu ...

jejku jak to dobrze jest móc odpić z rana kawę na ogródku ...
w Indonezji dominują osiedla z domkami jednorodzinnymi ... żadko kiedy można tutaj zobaczyć apartamentowce czy bloki - wyjątkiem jest Dżakarta czyli stolica kraju ...
pojęcie domek jednorodzinny też znacznie się różni od tego naszego 'polskiego'
domek tutaj to z regóły około 50-70 metrow kwadratowych - czyli coś na miarę polskiego mieszkania w bloku ...

no i mieszka ze mną jedna współlokatorka ... to naprawdę urocza istota - sami oceńcie ...



oczywiście poznałem też wszystkich sąsiadów ...

W Indonezji zwyczajem jest że na każdej ulicy sąsiedzi raz w roku spotykają się wszyscy razem ...
nazywają to z arabskiego Halal Bihalal .. to czas w którym sąsiedzi przebaczają sobie wzajemnie wszystkie winy ... czas na spotaknie, rozmowę, wspólny posiłek i co najlepsze śpiewy i tańce ...

i wszystko się odbywa na środku ulicy!

możecie sobie wyobrazić moje zaskoczenie jak moja sąsiadka Anggrita zapukała i zaprosiła mnie żebym się przyłączył ...




przecież w Polsce z moimi sąsiadami spotykam się z regóły .... w sądzie ! swoją drogą serdecznie pozdrawiam tych spod 10tki !

miałem okazję spróbować domowych wypieków i potraw ...
pośpiewać na karaoke ...
i podszkolić moj język bo jak można się domyślić nieliczni rozmawiają po angielsku ...
ze zrozumieniem róźnie to bywa ... ale nawet jak ni w ząb nie rozumiem nie stanowi to większego problemu ...

co za wieczór!
no i jak tu nie przepadać za Indonezją! teraz jak poprosze o cokolwiek - podwiezienie do miasta czy szklanka cukru - zawsze mogę liczyć na pomoc ...

w Indonezji poznałem inny wymiar życzliwości ! prawdą jest że tam gdzie ludzie nie mają podzielą się ostatnim kawałkiem tego co jeszcze gdzieś się uchowało ! ...

co za miejsce!
no poprostu je uwielbiam!




poniedziałek, 24 września 2012

Dieng Plateau


Dieng Plateau !
Co za niesamowite miejsce ..
nareszcie - za 3 podejściem - udało mi się tam zawitać ...

przygotowań jako takich nie było ...
zasiedliśmy ze znajomymi na motory i w drogę !




..4 godziny  ... całe długie cztery godziny żeby dojechać na wulkan Dieng!
czy nudne? w żadny razie! Widoki po drodze na wulkan poprostu zwalały z nóg !



co ciekawe sam wulkan ma wysokość 2,093 metrów n.p.m. - to jest wysokość na jakiej nawet w upalnbej Indonezji zaczyna być chłodno ...
póki świeciło słońce było w miarę znośnie ... ale jak słońce zaszło nie trafiał ząb na zęba ... ja nie pamiętam kiedy ostatnimi czasy tak zmarzłem ...
oczywiście jak mówili mi - weź bluze bo będzie zimno - odpowiadałem że mi zimno nie straszne bo przecież w Polsce mamy nie takie mrozy - no ale się przeliczyłem ...
bo 7 miesiącach w skąpanej w słońcu Azji przy 8 stopniach ( na plusie) wymiękłem .... MRÓZ że nawet krew w żyłach zamarza!

pierwszym miejscem jakie odwiedziliśmny na Dieng było jezioro które znajduje się w kraterze ...
jezioro o tysiącach kolorów ...



póżniej pojechaliśmy na miejsce w którym można zobaczyć że Dieng to ciągle aktywny wulkan ...
potężne ilości siarki wydobywające się z wnętrza Ziemii i gotująca się w niej magma ... wooow!




żałuję tylko że nie można zamieścić tutaj zapachu powyższych oparów ...
zbuki przy tym to ambrozja!

ostatnim razem - w 1979 roku kiedy Dieng eksplodował zabił 149 osób które mieszkają w pobliżu wulkanu ...  i co ciekawe nie zabiła ich lawa czy wydobywający się z wulkanu pył wulkaniczny ...
gdy usłyszeli wybuch i poczuli wstrzący zaczęli uciekać - nie świadomi tego że z wnętrza Ziemii wydobywają się też ogromne ilości zabójczego CO2 ...

po całodziennej wizycie na wulkanie - kiedy zimno naprawdę dawało się we znaki wyruszyliśmy na poszukiwania hotelu ...

Hotel Dieng okazał się najlepszym wyborem ...
umiejscowiony pomiędzy dwoma szczytami - Sindoro i Sumbing - przywitał sam takim widokiem z hotelowego pokoju ...


przy okazji zakupiłem też magiczne zioło na potencję które rośnie tylko na wulkanie Dieng zwane 'purwoceng' i miałem okazje skosztować unikalnego owocu - carica - który też rosnie tylko w tym rejonie ...

Dieng to z pewnością miejsce do którego chce się wracać!


Kuala Lumpur


jakoś tak wyszło że ostatnimi czasy długo mnie tutaj nie było ...
więc pora pare rzeczy uaktualnić ...

a więc ... hmmm ...
z Solo po dwóch miesiącach przerwy znowu zawitałem w Semarang ...
jeszcze przed wyjazdem do Solo zobowiązałem się po powrocie uczyć jeszcze w 2 miesiące w publicznym liceum SMK 11 w Semarang ...
ale zanim zacząłem miałem jeszcze 2 tygodnie wakacji które oczywiście trzeba było wykorzystać na 101% ...
żeby nie było tak pięknie 21 sierpnia musiałem lecieć do Kuala Lumpur dlatego że Urząd Imigracyjny odmówił przedłużenia wizy ...
tak też z Solo poleciałem prosto do KL - w sumie tylko na jeden dzień - żeby następnego dnia wrócić i wbić w paszport tak zwaną VOA - Visa on arrival - na 30 dni.
normalnie odwiedził bym Ambasadę ale 21 sieprpnia to w krajach muzułmański 'święty' czas z powodu kończącego się Ramadanu - tak więc wszystkie urzędy jak można się domyśleć były zamknięte ...

od 22 sieprnia byłem w Indonezji na wizie 30 dniowej ... a że czas leci nieubłagalnie szybko to i te 30 dni zleciało w mgnieniu oka ...
w związku z tym że VOA nie można przedłużyć w Urzędzie Imigracyjnym 18 września znowu wybrałem się do Kuala Lumpur z tą samą misją - uderzyć na Amabasadę Indonezji i błagać o wizę ...

więc może najpierw parę słów o wypadzie do KL ...
Co prawda to już moja piąta wizyta w KL ale to miasto zawsze potrafi zachwycić ...
już na samym początku w hostelu czekała mila niespodzianka - pomimo tego że zarezerwowałem miejsce w dormie to jak przyjechalem wszystkie dormy były juz zajete wiec umieszczono mnie w pokoju jednoosobowym ... - i to lubię!
a już następnego dnia rano zacząłem swoją wędrówkę do Ambasady ...

tak więc pojazdem rodem ze Star Trek'a wyruszyłem ze stacji Monorail'a o uroczej nazwie Maharajalela [pl.Maharadżalela] ...




wysiadka na stacji Bukit Bintang i stamtąd 20 min. marszu do Jalan Tun Razak czyli ulicy na której znajduje się Ambasada ...

widoki po drodze co by nie było - urocze!



Tak więc po 40 minutach w drodze 'lekko' zmęczony - przy 36 stopniowym upale ciężko jest tryskać energią - dotarłem do Indonezyjskiej Ambasady która ...
no właśnie ... która przywitała mnie jak by to powiedzieć 'skromną' kolejką ...



po zajęciu miejsca w kolejce - odstałem dobre 2,5 godziny - doczekałem się rozmowy z konsulem który po zadaniu miliona pytań - dlaczego?, po co?, na co?, na ile?, za ile?, gdzie? itp. - wreszcie przyjął moją aplikację i powiedział żeby przyjść następnego dnia po paszport...
kolejne 40 min to powrót do hostelu tą samą drogą ...
Chyba nie muszę mówić jak męczące to było :) więc ostanimi siłami zjadłem jeszcze obiad na China Town i po powrocie do pokoju zwyczajnie poległem...


a propo obiadu - te trzy sosy czynią cuda - Chińczycy naprawdę wiedzą jak mieszać smaki ...



każdy z osobna jest 'niezjadliwy' ale pomieszane razem - niebo w gębie. Tak więc mój obiad - zupa, ryż, pierś z kurczaka, warzywa i dzbanek chińskiej herbaty kosztował mnie 6 MYR (=6,50 zł) - i to lubię!
obudziłem się następnego dnia z misją 'odbiór paszportu'...

tym razem kolejki w Ambasadzie nie było więc po 30 min. oczekiwania - wniesieniu opłaty 170 MYR - otrzymałem moją upragnioną wizę na 60 dni pobytu w Indonezji !
w związku z tym że pełen jeszcze byłem pełen energii wybrałem się do ... Petronas Tower - czyli wież z których słynie Kuala Lumpur jak i zresztą cała Malezja - są to jedne z najwyższych wież na świecie ...

najpierw wstąpiłem do Kinokunya, księgarni w KLCC Suria czyli centrum handlowym które znajduje się pod Petronas Tower ... tam dokonałem upragnionego zakupu ...



jak już miałem swoją nową książkę - co ciekawe napisaną po angielsku, kupioną w Malezji a opowiadającą historię Polskiej rodziny z Warszawy w czasie II wojny światowej  - postanowiłem od razu zabrać się za lekturę ...
tak więc za wieżami jest park w którym wypatrzyłem wolną ławkę ... legnąłem się na niej ... i zamiast zacząć czytać urzekł mnie widok jaki miałem przed sobą ...



te wieże naprawdę robią wrażenie ...
gdy już przyszedł czas na rozdział pierwszy z ksiązki nispodziewanie uruchomiły się fontanny ...



no nie szło się skupić na książce więc poddałem się kontemplacji z otoczeniem ... bo w końcu nie zawsze leży się w Mazleji pod Petronas Towers i podziwia 'tańczące' fontanny ...
niepostrzeżenie była już 21:00 więc trzeba było wracać do hostelu ..

tak więc książka doczekała się swego dopiero następnego dnia w samolocie w drodze powrotnej do Indonezji ...
...mojej kochanej Indonezji !

niedziela, 19 sierpnia 2012

Salat - jak ważna jest modlitwa

Ramadan - który oznacza 30 dniowy post - dobiegł już końca...
Dzisiaj świętowanie jednego z najważniejszych dni dla muzułmanów na całym świecie czyli Idul Fitri.
Dzień zaczął się wcześnie rano. O 5:30 - jeszcze przed wschodem słońca wybraliśmy się na wspólną modlitwę czyli tak zwany solat.
Co to takiego .... otóż każdy muzułmanin ma pięć obowiązków ...
1. Szahada - czyli wyznanie wiary.
2. Salat - odprawianie modlitwy pięć razy dziennie.
3. Zakat - oddanie określonej części swoje majątku biednym i potrzebującym.
4. Saum - odbycie postu w trakcie ramadanu.
5. Hadżdż - odbycie pielgrzymki do Mekki.

Parę słów na temat samej modlitwy czyli salat. Odmawia się ją pięciokrotnie w ciągu doby...
Fadżr - przed wschodem słońca
Dhuhr - w południe
Asr - po południu
Maghrib - po zachodzie słońca
Isha'a - w pierwszej połowie nocy.

Przed modlitwą trzeba być 'czystym' czyli każdy obmywa się wodą ( tzw. wudu).
I uwierzcie że nie jest to zwykłe obmycie. Musi zostać ono wykonane w określonej kolejności:
1. Trzykrotne obmycie dłoni do nadgarstków.
2. Trzykrotne przepłukanie ust.
3. Trzykrotne przepłukanie nosa przez wciąganie wody z prawej ręki i wydmuchiwanie do lewej.
4. Trzykrotne mycie całej twarzy.
5. Trzykrotne mycie rąk do łokci - najpierw prawej później lewej.
6. Zwilżenie włosów.
7. Mycie uszu zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz - najpierw prawe później lewe.
8. Trzykrotne mycie nóg do kostek włącznie.
W przypadku kiedy robi to kobieta, nie może być dotknięta przez mężczyznę po umyciu a jeszcze przed modlitwą. Jeśli do tego dojdzie musi obmyć się jeszcze raz ...
W samej Indonezji nie trudno znaleźć miejsce do modlitwy - stacje benzynowe, centra handlowe, restauracje, biura. Oczywiście modlitwę można odmówić wszędzie - nie tylko w meczecie - do tego używa się specjalnego dywanika czyli 'sadżdżada'. Wszyscy muzułmanie na całym świecie modlą się w języku arabskim. Dlatego jak któregoś dnia zagościcie w kraju gdzie dominującą religią jest islam pamiętajcie że dla tych ludzi modlitwa jest bardzo ważna. Potrafią przerwać oni codziennie obowiązki, spotkanie ze znajomymi czy pracę po to żeby się pomodlić.

W związku z tym że skończył się ramadan dzisiaj poranny salat zgodnie ze zwyczajem odbywa się zbiorowo.
No i jako europejski turistas nie mogłem tego przegapić.
Żeby wtopić się w tłum musiałem założyć tradycyjny strój czyli batik i czapkę zwaną peci. Jaki był tego skutek sami zobaczcie ...


Jak już wyglądałem jak należy razem z moją rodziną goszczącą wyruszyliśmy na plac na którym miała odbyć się wspólną modlitwa. Oczywiście przed wyruszeniem jeszcze wspólne zdjęcie ...


Przypominam że zdjęcie zrobione jest o 5:20 rano więc po nie przespanej nocy nie było łatwo wyglądać świeżo ;) ...
Jak już dojechaliśmy na miejsce modlitwy ja z aparatem zaszyłem się na końcu tłumu żeby uchwycić sam moment modlitwy. Myślę że byłem postrzegany jako reporter jakiejś anglojęzycznej gazety.
Sama modlitwa robi wrażenie! ...




  Sama modlitwa trawała około 10 min a później islamski duchowny miał około 15 minutowe przemówienie w którym dziękował Bogu za wszystkie błogosławieństwa.
Na prawdę warto było zobaczyć coś takiego. Nie jest to codzienny widok....

Na koniec jeszcze zaopatrzyłem się w śniadanie u uroczej babci która sprzedawała indonezyjskie smakołyki ... Nie mogłem się oprzeć jej urokowi więc zakupiłem dwie porcje ....


po powrocie do domu oczywiście nie zapomniałem o drzemce ... bez tego byłoby ciężko ...
dzisiaj oficjalna kolacja Idul Fitri ... ale o tym trochę później ...

środa, 15 sierpnia 2012

Semangat czyli indonezyjskie nastawienie

podróżowanie jak się okazuje nie jest dla wszystkich ...

... czy jak gościmy u kogoś w domu na miejscu będzie mówienie o tym że jego mieszkanie jest źle umeblowane ... czy że wybrał zły kolor kafelek w łazience ... a może jak zobaczymy że słodzi swoją herbatę jedną łyżeczką cukru będziemy go przekonywać że jedna to za mało i powinien wsypywać co najmniej trzy ... czy to wszystko było by w porządku ?

bycie turystą to bycie też gościem ...
więc czy dobrze byśmy się czuli gdyby któregoś dnia zawitał u nas na przykład japończyk i powiedział nam że mamy zrezygnować z bigosu i gołąbków bo to nie zdrowe ... albo hindus który będzie nas wyśmiewał za to że nie wierzymy w reinkarnację ... albo może indonezyjczyk który potępi nas za to że pijemy alkohol ...

Dlatego jeśli jedziemy za granicę musimy pamiętać że tam jesteśmy tylko gośćmi ... musimy akceptować zwyczaje gospodarza ... podporządkowywać się ogólnie przyjętym zasadom ... nie krytykować 'domowników' za to że żyją wedle tych zasad ...
bo jakim niby prawem ?
Czy to coś złego że ktoś modli się pięć razy dziennie i modlitwa jest dla niego ważniejsza niż wszystko inne, albo czy to coś złego jeśli ktoś czuje się niezręcznie gdy inni publicznie uzewnętrzniają swoje uczucia ?

... czy gdyby gospodarz poprosił nas o zdjęcie butów przed wejściem - weszlibyśmy w butach ?
W obcym kraju trzeba szanować zwyczaje ... nawet jeśli się z czymś nie zgadzamy ...
okazujmy więc ludziom respekt i szacunek ...
nie wyśmiewajmy tego co dla nich jest ważne...
nie krytykujmy tego co dla nich jest codziennością ...

jeśli coś Ci nie smakuje odstaw talerz i spróbuj czegoś innego ... nie ujawniaj niezadowolenia grymasem na twarzy czy krytyką ...

skupiaj się na pozytywnych stronach ...
wynajduj plusy ...
bądź elastyczny ...
uśmiechaj się do innych i do samego siebie...
postaraj dostosować się do warunków ...
traktuj każdą chwilę jak przygodę ...

okaż wszystkim dookoła wdzięczność za to że możesz gościć w ich 'domu' ...
wtedy zarówno Ty jako gość jak i Gospodarz będziecie zadowoleni ze spotkania ...







sobota, 11 sierpnia 2012

IHS - farewell time...





Unfortunately it's my farewell time in IHS...

All good things come to an end....

I will miss all amazing people with who I had opportunity to work. Every day smiling and  helpful...

I think that when we enjoy this what we are doing the time is running so fast! That's why 2 months that I spent in IHS were like 2 weeks.

I learned a lot, I found new friends, I have also new family in Solo! I want to thank you all!

I will bring with me best memories from this school...








Thanks to Ibu Atik and Ibu Hani that you gave me the opportunity to work in your school.
First of all I could develop my skills but also work with such a   great team! There are no words that could express my gratitude for that !













Pak Aris - thanks for arranging my plan and making sure that everything is going well ...
Without your help I would be totally lost in school ...











Thanks to all teachers who were always giving me good advices and making friendly atmosphere in teachers room.
I will miss our 'ruang guru' kingdom ;)








Thanks to everyone from Academic Office. Without your help my work in school would not be that easy...
I always could count on you ...









Thanks to Accounting Office for organizing  my lunch during fasting time ... you were my best neighbors ever !
Every day after visit in your room smile couldn't disappear from my face ...








Special thanks to...
Mbak Elida, 
Mbak Siska, 
Mbak Fatma, 
Pak Gideon,
Adik Natalia,
Mas Egy
for organising my leisure time.











I will never forget pisang caramel and susu jahe meetings ;)





And finally thanks to all students for attending my classes. I hope you enjoyed time that we spent together.

I want to wish you all the best for your future! Remeber that this is your time to work hard. If you will do all your best today your future will bring many profits ..


So the rule is simple ...

1. DREAM

2. WORK

3. ACHIEVE 




I regret that my time in IHS have finished so fast....
But who knows ... maybe we will have opportunity to meet someday in the future ...
I will miss you ALL ! I leave in this place big part of my heart !

Terima kasih for everything !



poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Snack czyli przekąska po indonezyjsku

... dotarła reprymenda z Polski że nic się nie pojawia od 6 dni na blogu więc trzeba było by coś wrzucić ...
na szczęście mam w zanadrzu coś co jest dość interesujące ...
więc dzisiaj o indonezyjskim rozumienia słowa 'snack' czyli jak wygląda tutejsza przekąska....

... jedno jest pewne że przed przyjazdem tutaj trzeba wiedzieć co to jest 'krupuk' ... jest to zakąska do prawie każdego obiadu ... porównywalna do znanych w Europie czipsów krabowych w chińskich restauracjach ... ile jest rodzajów 'krupuka' ? nie wiem czy da się to zliczyć ... jedno jest pewne - krupuk świetnie komponuje się z ryżem który jest stałym i niezmiennym składnikiem indonezyjskiego obiadu ....

ale poza tego rodzaju obiadową zakąską w Indonezji istnieją tysiące odmian innych przekąsek ... czy oby nie przesadzam ? NIE! rzeczywiście są ich tysiące ... 
w drodze na Borobudur zatrzymaliśmy się w sklepie z tradycyjnym snackami bo oczywiście każdy rejon Indonezji ma swoje własne ... ilość produktów była zatrważająca ....



jakiego typu są to przekąski ? ...
nie jestem w stanie wymienić wszystkich ... 
są to wszelkiego rodzaju bakalie ... orzeszki ziemne, włoskie czy orzeszki nerkowca; równego rodzaju czipsy o niezliczonych smakach ale nie robione z ziemniaków a na przykład z popularnej tutaj 'kaciasy'..
wszelkiego rodzaju suszone śliwki, morele czy banany ... wydawało by się jak do tej pory że nic szczególnego bo mamy takie rzeczy w Europie ...
ale co powiecie na: 
suszoną skórę z kurzych łapek ... ? Według mnie bardzo dobra ... to tak jak by jeść czipsy o smaku kurzych łapek tylko bez sztucznych barwników i ulepszaczy ....
albo orzeszki zatopione w jawajskim cukrze ... ! Właśnie ... jawajski cukier - w sumie do cukru w ogole nie podobny - niestety nie mam zdjęcia ale wygląda to trochę jak brązowa hałwa ... słodzi się nim wszelkiego rodzaju wyroby cukiernicze ... a orzeszki zatopione w tym cukrze ... mmmm ... sam osobiście za słodkościami nie przepadam ale za tymi orzeszkami poleciał bym nawet na księżyc ...


także wizyta z sklepie ze snakami okazała się przygodą ... oczywiście jako 'turistas' z Europy chodziłem po sklepie i przyglądałem się wszystkim specyfikom ... czas na degustację był zaraz po powrocie do domu ... 
pychota!
także jeśli wybieracie się do Indonezji możecie być pewni że snacków na tutejszym stole nie zabraknie ...
w związku z tym że je się tutaj 3 posiłki dziennie przerwy między nimi wypełniają tego typu rarytasy ...

czwartek, 2 sierpnia 2012

Ramadan & Puasa

Co za wieczór ...


Zostałem zaproszony na oficjalne spotkanie ze wszystkimi pracownikami szkoły na wspólne 'przerwanie postu' który oczywiście związany jest z Ramadanem ... trwa on około 30 dni i w tym czasie muzułmanie poszczą - nie jedzą i nie piją od wschodu do zachodu słońca. Post to nie tylko głodówka ale też czas na wyzbycie się negatywnych myśli i zachowań. Ramadan to święty miesiąc dla muzułman na całym świecie. Każdego dnia post ( ind. puasa ) zostaje przerwany gdy około godziny 17:30 kiedy z meczetu można usłyszeć Azan czyli nawoływanie do modlitwy... wtedy wszyscy zasiadają do długo wyczekiwanego obiadu...
A co ze śniadaniem? Otóż śniadanie je się wcześnie rano - około godziny 3 nad ranem - i jest ono dość treściwe dlatego że musi wystarczyć aż do kolacji. Gdy zje się śniadanie wszyscy idą do meczetu na wspólną poranną modlitwę. Po powrocie z reguły krótka drzemka i zaczyna się normalny dzień....
Wspólne przerwanie postu dało przede wszystkim możliwość żeby poznać wszystkich pracowników szkoły ...

ale na oficjalnym spotkaniu oczywiście się nie skończyło i wspólnie z naszą drużyną 'dżi' po oficjalnym obiedzie wyruszyliśmy na miasto ...
no i teraz parę słów o tym jak w Indonezji spędza się wspólnie wieczory ze znajomymi ...
no bo jak można spędzać wieczór w kraju w którym nie pije się alkoholu ...
Otóż jest całe mnóstwo ulicznych 'siedzisk' i kafejek w których można ciekawie spędzić czas. Co ciekawe zamiast piwa serwuje się tu: kawę, herbatę czy mleko. I o dziwo w życiu bym nie powiedział że gorące mleko, parzone z imbirem może być takie dobre! Według mnie - niebo w gębie!
Do tego na zakąskę 'pisang karamel' czyli banan smażony w cieście i oblany karmelem ... jeśli to Was nie przekonuje dodam że wszystko za symboliczną cenę 2 złotych ...  jest ktoś chętny ?
Oczywiście zajęliśmy miejsce na chodniku i wspólnie z Elidą, Siską, Fatmą i Gideonem przystąpiliśmy do dyskusji ....


w trakcie naszego spotkania na chodniku oczywiście nie zabrakło chodnikowych grajków którzy przygrywali na indonezyjską muzykę zwaną 'campursari' która jest bardzo melodyjna i szybko wpada w ucho ... przyszły do nas też dwie panie ubrane w tradycyjne indonezyjskie stroje żeby nam pośpiewać ... chociaż najlepszy był starszy pan który przyszedł z nimi i przygrywał akompaniament na indonezyjskim instrumencie 'citara' ...


mogę tylko dodać że wieczór się udał i przekonałem się bez piwa też można :)
na szczęście nie muszę długo czekać i w sobotę mamy kolejny break fasting ...
och, jak ja uwielbiam to miejsce ....

niedziela, 29 lipca 2012

Borobudur

Borobudur to naprawdę niesamowite miejsce...


Historia tej świątyni i jej umiejscowienie - w dolinie pomiędzy dwoma wciąż aktywnymi wulkanami na Jawie, Sumbing i Merapi - naprawę robi wrażenie. Co ciekawe powstała w VIII w n.e. czyli około 400 lat wcześniej niż słynny Angor Wat w Kambodży. Sama nazwa pochodzi od "vihara Budda ohr" co oznacza "buddyjski klasztor na wzgórzu". O wczesnej historii świątyni wiadomo niestety niewiele ale jedno jest pewne - taka budowla musiała być kolosalnym przedsięwzięciem wymagającym pracy prawdziwej armii robotników którzy pracowali w tropikalnym upale. Prawdopodobnie konstrukcja samej świątyni trwała około 75 lat.

 
Składa się ona z 9 platform które ozdobione są rzeźbami z życia Buddy - po prawej stronie szlaku są to rzeźby przedstawiające koleje jego ludzkiego życia aż do przejścia w stan Nirwany, natomiast po lewej historia wszystkich etapów jego inkarnacji zanim stał się człowiekiem...


Oczywiście znaczenie symboliczne jest dużo głębsze. Każda z platform symbolizuje kolejne poziomy mądrości które potrzebne są do osiągnięcia oświecenia Buddy. Jednak najbardziej spektakularne wydają się być trzy górne tarasy na których można znaleźć 92 potężne 'stupy' a prawie w każdej z nich posąg medytującego Buddy...



Dużo by pisać o samej świątyni ... Pan przewodnik zasypywał nas ciekawostkami... chociażby w 2010 roku Borobudur został w dużej mierze naruszony z powodu potężnej erupcji wulkanu Merapi. UNESCO pomagało przy jego oczyszczaniu z wulkanicznego pyłu który gdyby nie został usunięty sprzyjał by szybszej erozji skał z której świątynia jest zbudowana ... 

.... także stwierdzam że podróż na Borobudur była warta wysiłku i poniesionych kosztów [ cena wstępu przypomina bardziej europejską niż indonezyjską - 180.000 Rp. = 20 USD ] ... zwłaszcza że okolica w której znajduje się świątynia robi ogromne wrażenie ...
także jeśli ktoś planuje odwiedzić Centralną Jawę myślę że Borobudur powinien być jednym z punktów docelowych takiej podróży ...