środa, 27 czerwca 2012

W podróży

... no i tym sposobem nie trzeba było długo czekać na posta ... mobilny internet to przyjaciel człowieka :D
Więc relacja będzie 'na żywo' ...

Jest 07:03 i siedzę w autobusie który docelowo kieruje się do Semarang. I co jest cudowne, przyjechałem tutaj z Indonezyjskim kierowcą który nie zna ani słowa po angielski i nasza konwersacja opierała się na kiwaniu głową ...  pomimo tego że w Indonezji językiem urzędowym jest bahasa indonesia, to w całej Indonezji istnieje 700 jeżyków które są cały czas w użyciu. Tak więc kiedy Spotyka się ktoś z Sumatry z kimś z Jawy prawie pewne jest że mówiąc lokalnymi językami nie zrozumieją się ni w ząb ... na szczęście jest bahasa indonesia którą znają prawie wszyscy ... ale i w tym przypadku PRAWIE robi wielka rożnicę... zdarzają się osoby, zwłaszcza starsze które bahasy nie znają ... Więc jak pojechałem podziwiac pola ryzowe do okolicznej wioski, i zaczalem konwersację tradycyjnym przywitaniem w bahasie ... to Pani ktora pracowala przy zbiorach tylko sie usmiechnela i jak sie pozniej okazalo nie mowila ona urzedowym jezykiem ale znala trzy rodzime dialekty ...
Swoja drogą moje życie w Solo jest dość luksusowe :) wszędzie mnie wożą, karmią i pytają czy jestem zadowolony ... Oczywiście że jestem ... przecież takich luksusów to ja nie mam nawet w Europie ...
Dobra ale teraz dwa słowa o moim autousie którym jadę do Semarang ... na przystanku autobusowym był tylko jeden autobus do Semarang ... jak wygląda ... podejrzewam że rocznik tego autobusu to rok około 1950 - tyle mu daje na oko ... chociaż prawdopodobne jest że pamięta jeszcze czasu pierwszej wojny światowej ... Co zabawne na autobusie wielkimi literami napisane jest ' executive class' czyli tzw. pierwsza klasa.  No i rzeczywiście jak na Indonezję to pierwsza klasa .. :) wszystko się rozlatuje, ludzie ktorzy siedzą obok mnie jadą z całym dobytkiem ... począwszy od kur która gderają w workach aż po profesjonalne torby podróżne które bardziej przypominają worki na siano niż cokolwiek związanego z podróźą ...
Teraz sobie wyobraźcie jak wyglądam w tym towarzystwie ja ... 'buleh' (pl. obcokrajowiec) który siedzi z laptopem na kolanach i wystukuje jakieś dziwactwa ... no ale to nie powód żeby nie zrobić sobie ze mną zdjęcia ... tak więc krótka sesja z pasażerem który do mnie dokoftował już za mną ... najlepsze jest to że w autobusie nie ma drzwi, więc pasażerowie którzy mają miejsce na wylocie muszą się mocno trzymać bo mogą wylecieć ... ale nie wydaje mi się że jeśli ktoś wyleci to inni to zauważa ... bo przecież to dość normalne że ludzie wypadają z autobusu ... :D
Jeśli dojadę do Semarang cały i zdrowy to okaże się sukcesem ... w sumie będzie to 50% sukcesu bo jeszcze dzisiaj będę musiał wrócić ... ;)
ale pomimo wszystkich niewygód widoki które mam za oknem są niesamowite ... pola ryżowe, bananowce i palmy które kipią zielenią ... to coś od czego można się uzależnić ..

dobra teraz jeszcze dwa słowa o moich wczorajszych poszukiwaniach kolacji ... niestety trzeba ją wczoraj było upolować ... tak więc koło 20:30 wybrałem się na wędrówkę po dzielnicy nastawiony że znajdę w pobliżu jakiś market....
niestety nic takie nie znalazłem ale na pierwszym skrzyżowaniu obok mojego nowego domu było kilka stoisk z jedzeniem ... jako że byłem potwornie głodny postanowiłem coś zjeść ...
nie tylko było to pyszne jedzenie ale do tego jakie wrażenia ...
stoisko takie w Indonezji wygląda dość przerażająco ... ogólnie panujący brud i nie koniecznie miłe zapachy dookoła ... właścicielami jest małżeństwo .. Pani przyjmuje zamówienia i kroi składniki a jej mąż je gorliwie smaży ...
smaży to na glinianym 'czymś' podobnym do miski która służy za patelnię do czego na dole wrzucony jest węgiel i żeby utrzymać wysoką temperaturę pod ręką ma cały czas coś co przypomina łapkę na muchy ale docelowo tworzy podmuch wiatru który podsyca ogień ... wygląda to naprawdę magicznie ... to dużo bardziej skomplikowany proces niż tylko zwykłe europejskie uruchomienie kuchenki gazowej ...
wczoraj tak sobie pomyślałem że gdybym trafił do takiego miejsca w Europie za nic nie odważył bym się niczego tam spróbować ... zresztą mała jest szansa na istnienie miejsc o takim standardzie sanitarnym w Europie ... u nas Sanepid szybko by się tym zajął... ale w Indonezji tak wygląda 80% miejsc gdzie można zjeść coś dobrego i lokalnego .... i szczerze mówiąc jest to urok tego kraju!
i tak też było ... nasi goreng (smazony ryż) był wyśmienity .. i pomimo tego że pod stołem zauważyłem dwie biegające myszy to nie zepsuło mi to wcale smaku ;)
swoją drogą w menu były też: Cap Jal, Pa Klay, Ca Sayur, So Un czy Timlo ... co to takiego? nie mam pojęcia :P jedno w Indonezji jest pewne ... cokolwiek to jest na pewno jest wyborne...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz