poniedziałek, 16 lipca 2012

Wizyta w Warung'u

Indonezja i jej smaki!
Dzisiaj postanowiłem iść na całość ... zresztą często mi się to zdaża ... co mam na myśli?...
W związku z tym że przyskrzynił mnie głód po powrocie ze szkoły postanowiłem wyjść coś zjeść. Co tym razem? Jako że skosztowałem dotychczas wszystkie potrawy których nazwy wiem co znaczą dzisiaj przyszedł czas żeby zaryzykować... wybrałem się do warungu koło domu ...
gdy już zająłem wygodnie miejsce - tutaj często do jedzenia zasiada się na podłodze przy czymś co przypomina polską ławę - i wymieniłem uśmiech z Panią właścicielką, wypadało by coś zamówić.
Tylko teraz co wybrać: Soun czy Cap Jal? a może Cap Cay? ... tyle mi te nazwy mówią co i Wam a nieznajomość języka uniemożliwia zapytanie o potencjalną zawartość talerza ...
tym razem zdecydowałem się zamówić Timlo, cokolwiek by to nie było wierzę że będzie dobre ...
przy zamówieniu Pani tylko zapytała czy 'sama nasi' [pl. z ryżem] a ja na szczęście jeszcze tyle jestem w stanie zrozumieć... więc tylko pokornie przytaknąłem ...
no i nastał czas na nerwowe oczekiwanie ...
oczywiście kociołek rozgrzany do czerwoności ....
Na początek Ibu przynosi mi sos ketchup & sambel na małym talerzyku - UWAGA: jeśli któregoś dnia zagościcie w tym niezwykłym miejscu pamiętajcie że jak poprosicie o ketchup to dostaniecie gęsty i czarny, lekko słodkawy sos sojowy, który nie ma nic wspólnego z pomidorami; natomiast ketchup tutaj to po prostu 'tomato sos' choć nie jest on popularny i często spotykany ... - do tego po chwili dostaję wielką miskę smażonych kotlecików które w środku zawierają ziarna soi i orzeszki ziemne ...
na trzecim talerzyku są pokrojone drobno ogórki które w gruncie rzeczy są lekko słodkawe ... są w jakiś sposób marynowane przed podaniem to powoduje że w smaku są wyborne ...
przychodzi pora na danie główne ... co tym razem ?
pierwsza miska zawiera gotowany ryż posypany prażoną cebulką co tutaj nie jest zbyt dużym zaskoczeniem, zawartość drugiego pozostaje zagadką ... wygląda trochę jak zupa ... i rzeczywiście jest to coś w rodzaju bardzo intensywnego w smaku wywaru w którym zatopione są różności ...gotowane żołądki, wątróbki i serca drobiowe to główna część składowa ... no i teraz zgaduje czym jest timlo - coś w stylu małych kuleczek naleśnikowych które są tak jak by obtoczone w mące i jeszcze raz podsmażone i pływają sobie swawolnie w tym wywarze ... oczywiście nie zabrakło w środku indonezyjskiego telor [pl. jajko], które tutaj wygląda specyficznie dlatego że po gotowaniu jest moczone w jakimś wywarze który powoduje że białko staje się brązowe ... i to wszystko razem wzięte stworzyło moją dzisiejszą kolację ...
jakie wrażenia smakowe ? i tym razem indonezyjska kuchnia mnie nie zawiodła ! Niebo w gębie!

swoją drogą trzeba teraz jeść za dwóch dlatego że zbliża się najważniejsze w roku święto muzłumańskie zwane 'Ramadanem' które poprzedza 30 dniowy post ... co to oznacza?
na śniadanie wstaje się około godziny 3 w nocy dlatego że po wschodzie słońca nie można nic jeść ani pić ...kolejny posiłek będzie dopiero koło 17:30 jak słońce już zajdzie a 'muazin' [islamski kapłan] zacznie nawoływać do modlitwy ...
łatwo się domyślić że w tropikalnym kraju nie jest łatwo wytrzymać cały dzień bez wody - dlatego też omdlenia stają się codziennością ...
dzisiaj się dowiedziałem że nawet kantyna w szkole będzie w tym czasie nie czynna ale jako że jestem specjalnym gościem szkoła zorganizowała dla mnie catering :) swoją drogą nie jest to łatwy czas do przetrwania ... większość restauracji do 17 jest zamknięta a jeśli ktoś decyduje się otworzyć to powinien zasłonić okna żeby przechodnie z ulicy nie musieli widzieć jak to chrześcijańscy 'grzesznicy' konsumują właśnie swój obiad ..
...za to nie mogę się doczekać na koniec Ramadanu ... 'Idul Fitri' czyli najważniejsze święto z okazji zakończenia postu - stoły się uginają od jedzenia ...

... tymczasem oddaję się lekturze mojej nowej książki 'Someone Else's Garden' Dipika Rai...




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz