jak zawsze napiszę dzisiaj parę słów o Indonezji ... może dzisiaj trochę więcej od strony kuchni ....
Na początek zaspokoję potrzeby ciekawskich ... NIE, nie tęsknie za polską kuchnią ... jedyne na co dał bym się skusić to nadmorska golonka w piwie ... nic poza tym ...
dlaczego ? kuchnia indonezyjska nie ma sobie równych. myślę że smakową różnorodność można spotkać w każdym azjatyckim kraju. Tajlandia ma swoje PadThai, Wietnam przepyszne Nem [polskie 'sajgonki' których w gruncie rzeczy w Sajgonie nie spotkasz bo są tradycyjną potrawą stolicy tego kraju - Hanoi ],
Filipiny, kare-kare i adobo, Kambodża słynie z prażonych karaluchów, pająków czy larw a Singapur z krabów robionych na różne sposoby. A Indonezja?...
Co ciekawe każdy region - każde miasto i każda wieś - ma swoją lokalną potrawę. Nie idzie spamiętać ich wszystkich ... jedno mogę zagwarantować - wszystko jest przepyszne ...
I tak na przykład ... moja ulubiona potrawa z Solo to Nasi Liwet... jest to gotowany ryż serwowany z całym wachlarzem drobiowych wnętrzności - od żołądków aż po serca, skąpanych w przepysznym wywarze ...
Nasi Gudeg to z kolei tradycyjna potrawa pochodząca z Yogyakarty - też gotowany ryż z dodatkiem, tym razem krowich wnętrzności - od mózgu przez ozory aż po jelita...
Gado-Gado to danie pochodzące z Bali a dokładnie warzywa - często gotowane na parze - z jajkiem zalane sosem orzechowym ... sos który rozpieszcza podniebienie ... [ swoją drogą jestem już zaopatrzony w książkę z indonezyjskimi przepisami więc można będzie coś pokuchcić też po powrocie ]
Longtong Tahu Gimbal pochodzi z Semarang ... kawałki smażonego tofu [ wiem że pierwsza myśl na temat tofu to - tofu jest niedobre i bez smaku, ale nie w Indonezji. tutaj występuje kilkadziesiąt jak nie kilkaset rodzajów tofu które po przyrządzeniu smakują wybornie ] podawane z kiełkami, gotowanymi warzywami zalane sosem orzechowym ... W sumie sos orzechowy to coś czemu osobiście nie mogę się oprzeć ...
Kolejnym specjałem którego nazwę z pewnością poznacie podczas pierwszego obiadu w Indonezji to 'sambal' czyli upraszczając porostu miazga z chili. więc tak jak gorące jest powietrze tutaj tak 'gorący' będzie też obiad na Twoim talerzu ... a w sumie częściej nie na talerzu a na liściu bananowca ....
Z 'sambal' trzeba uważać. ja bym to przyrównał do skondensowanego 'tabasco' ... po dwóch wizytach w 'Special Sambal Restaurant' wylądowałem u lekarza z powodu dolegliwości żołądkowych a moje kubki smakowe nie rejestrowały żadnych smaków przez koło 2 dni ...
kolejna rzecz której nazwę trzeba w Indonezji znać to 'krupuk' czyli coś w stylu czipsów krabowych. na każdym stole w 'warung' [ pl. knajpa z żarciem - celowo nie piszę restauracja bo na to jest inne określenie ] znajdziecie już gotowy 'krupuk' który bardzo dobrze komponuje się z ryżem...
do picia tradycyjnie 'es teh' czyli herbata z lodem ... zimnego piwa tutaj na pewno nie znajdziecie ...
kuchnia tego kraju to ... nie kończąca się historia ... więc może następnym razem napiszę coś więcej .. tymczasem trzeba się kłaść bo jutro czeka mnie od rana wyprawa na plantacje kawy i herbaty w Banaran ...
relacja z ekspedycji może jutro .. jak jeszcze będę miał siły...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz